|
|
 |
Historia |
 |
|
Oriharukon. Źródło potęgi Atlantydów. Ten niezwykle potężny minerał, który dał im siłę i wiedzę szybko stał się źródłem zazdrości społeczności całego świata. Jego niezwykła twardość a zarazem zadziwiająca elastyczność powodowała to, że wszystko to co było z niego wykonane było znakomite. Żądni władzy i potęgi Atlantydzi podbili cały świat, siłą terroryzując narody. Lecz ich chorobliwa żądza posiadania wszystkiego doprowadziła szybko do tego iż upadli i zaginęli w mroku dziejów. Tak kończy się pewien etap dziejów. Jak było naprawdę? Sam nie wiem. Co się stało? Mogę się domyślać. Jednak legendy głoszą, że nasz świat mogą uratować tylko wybrańcy. Tak mówią legendy. Jednak najstarsze księgi, okryte przez tajemniczych badaczy przedstawiają historię troszkę inaczej. To co w sobie zawierały chciałbym przedstawić Wam poniżej.
Początek
Szum fal... Morze... Wiatr... Plaża... A na tej plaży leżałem ja. Nie wiedziałem kim jestem.
Nie wiedziałem skąd się tu wziąłem. Nie wiedziałem nic. Pustka w mojej głowie. Zaglądałem w najgłębsze zakamarki własnej podświadomości, szukając odpowiedzi na podstawowe nurtujące mnie pytania. Nie znalazłem tam nic. Pustka... Nicość… Byłem otumaniony. Nie wiedziałem co robić. Mętnym wzrokiem lustrowałem okolicę, gdy nagle coś zahuczało i zagrzmiało. Usłyszałem wysoki przenikliwy dźwięk, który przeniknął moją głowę. Krzyknąłem głośno po czym padłem. Straciłem przytomność.
Otworzyłem oczy. Przetarłem je raz, potem drugi. Rozejrzałem się dookoła. Wokół mnie szumiał przepiękny las. Cudowne rozłożyste korony drzew dumnie pięły się w górę, w zamian za co słońce nagradzało je swymi przepięknymi promieniami. Z drzewami sąsiadowały ogromne tajemnicze grzyby, będące domem tajemniczych, latających wokoło istot. Te skrzydlate duszki harcowały ochoczo dookoła mnie, przyglądając się mi z ogromnym zaciekawieniem. Cichutko popiskując rozmawiały ze sobą, wykonując przy tym dziwny taniec, po czym skierowały mnie w stronę tajemniczej polany.
W centrum tejże polany stała cudowna, przepiękna dziewczyna. Uroda jej wydawała się być czymś nieziemskim, nierealnym. Bogini... Jej kruczoczarne włosy lekko powiewały na wietrze. Jej przepiękne szmaragdowe oczy przyglądały się mi a emanowała z nich taka dobroć, że serce gwałtownie miękło. Jej śniada cera i sprężyste piersi znakomicie komponowały się z całością. Była ideałem. Wiedziałem że to nie może być człowiek, to nierealne. Może jakaś nimfa, wróżka czy anioł w ludzkiej skórze. W każdym bądź razie byłem skołowany. Po chwili przemówiła do mnie, a każde jej słowo było czymś cudnym, niezwykle przejmującym. Delikatny głos przenikał serce, będąc jednocześnie balsamem dla duszy. Przenikał całe moje ciało.
- Nazywam się Yewul - odpowiedziała cudowna niewiasta- Jestem strażnikiem Lasu Duchów (Forest of Spirits), a jednocześnie pośrednikiem łączącym ten cudowny wspaniały las ze światem zamieszkanym przez ludzi. Wezwałam Cię tutaj gdyż jesteś Wybrańcem. Osobą mogącą ochronić świat przed tajemniczą złą mocą generowaną przez Oriharukon, tajemniczy kryształ będący spadkiem po starożytnej cywilizacji Atlantydów, będący jednym z źródeł jego zguby. Dziś jednak pojawił się śmiałek mogący opanować zgubną moc Oriharukonu, a jesteś nim właśnie Ty.
-Ja.... - odpowiedziałem - Ale ja nawet nie wiem kim jestem, nie pamiętam kim byłem. Nie wiem czy nadaję się na wojownika, czy maga. Nic a nic nie pamiętam.
- Przypomnisz sobie - rzekła Yewul - Podążając ścieżką pisaną Ci przez przeznaczenie, będziesz też poznawał siebie i staniesz się tym kim zechcesz. Będziesz mógł się stać mistrzem w każdej dziedzinie, dzierżyć każdą broń jaką tylko zapragniesz. Toczył będziesz wiele bitew, czy to w polu walki czy na arenach, na których mierzą się śmiałkowie z całego świata. W podróży napotkasz wielu kompanów, którzy staną u twojego boku i wesprą Ciebie orężem. Spotkasz też wiele przeciwności, wiele zła, którego podstawowym źródłem jest moc generowana właśnie przez Oriharukon. Jesteś Wybrańcem, jest to Ci przeznaczone. A teraz musisz nauczyć się podstawowych umiejętności, które będą Tobie niezbędnymi podczas Twych podróży. Twoja pierwsza próba to walka z Piekielną Wieszczką (Hellish Fairy) będącą przesiąkniętym złem duszkiem z naszego lasu. Zanim to jednak nastąpi, powinieneś udowodnić swoje oddanie i osłabić szeregi wroga. Zła moc kryształu dotarła i tutaj czyniąc z części moich duszków posłuszne mu twory. Proszę Cię byś zabił część z nich, przynosząc mi pył z ich skrzydeł, z którego zrobię antidotum na wiszącą w powietrzu zarazę. Tak więc odszukaj Złe Podniebne Duszki (Evil Sky Spirits) i przynieś ich pył.
Yewul nie pozostawiła mi większego wyboru, więc pognałem na poszukiwanie duszków. Nie wiedziałem jednak od czego zacząć. Chwyciłem jakiś leżący nieopodal miecz i ruszyłem przed siebie. Wędrowałem tak jakiś czas, kiedy to spotkałem tajemniczą postać. Ów wędrowiec był praktycznie staruszkiem, jego oblicze wypełniało mnóstwo zmarszczek. Ale pomimo to w jego oczach czaiła się głęboka mądrość. Spojrzał na mnie, zmierzył od dołu do góry po czym rzekł:
- Gdzie zmierzasz wojowniku??
- Czy my się znamy?? - odpowiedziałem.
- Drzemie w Tobie niespożyta moc i siła wojowniku. Moc, która popchnie Cię ku przeznaczeniu. Moc dzięki której ocalisz cały świat a pieśni będą śpiewać o Tobie potomni.
- Nie rozumiem. Jestem tylko zwykłym wędrowcem. Skąd to wiesz starcze?? Kim jesteś??
- Jestem wieszczem, potrafię zajrzeć w przyszłość i uchylić rąbka tajemnicy, którą jest życie każdego z nas. A Twoje życie pełne będzie niebezpieczeństw i zwycięstw. Krwi i bólu. Tragedii i nieszczęść. Aż spełnisz to co Ci przeznaczone i ocalisz świat.
- Nie jestem nikim niezwykłym – rzekłem - Musiałbym czynić rzeczy równe niemal bogom.
- Bo to jest Ci przeznaczone – pokiwał głową mędrzec, lekko uśmiechając się , będziesz władał zastępami wojowników. A wraz ze wzrostem doświadczenia będziesz dowodził coraz większą ich ilością a także pod Twą komendą będzie można spotkać coraz znamienitszych wojowników.
- Ja dowódcą?? – zszokowany nie mogłem uwierzyć.
- Tak – rzekł staruszek wręczając mi dwie tajemnicze kule, na których wyryte były tajemnicze znaki w nieznanym języku – Weź te zapieczętowane orby. Drzemią w nich dusze najlepszych wojowników. W momencie kiedy wkroczysz na odpowiedni poziom wtajemniczenia, będziesz mógł przyzwać ich dusze, które po zmaterializowaniu się będą walczyć u Twego boku. Zawsze gdy poziom wtajemniczenia się zwiększy będziesz mógł władać ich większą ilością. A teraz wędrowcze podążaj ku przeznaczeniu, podążaj ścieżką chwały. Ocal świat.
Mówiąc to tajemniczy starzec zniknął, pozostawiając mi w ręku dwie pokryte nieznanym mi pismem kule. Schwyciłem je delikatnie, przyglądając się im. W promieniach słońca dojrzałem niewielkie wyżłobienie. Trzymając kulę lekko odkręciłem jedną z połówek kuli po czym wydobył się z niej dziwny dym. Przestraszony upuściłem kulę po czym ujrzałem stojącego obok mnie, dzierżącego miecz wojownika. To samo postanowiłem uczynić z drugą z kul. Z tej wyłonił się najemnik dzierżący włócznię. Przemówiłem do nich, a oni bez sprzeciwu czynili to co im powiedziałem. Podążyłem więc w dalszą drogę, aż w końcu doszedłem na skraj lasu.
Ujrzałem tam duszki niszczące las. Łamiące gałęzie, zabijające okoliczną zwierzynę. Musiały być zarażone czymś złym, były pod władzą Piekielnej Wieszczki. Tak przyglądałem się temu dziełu zniszczenia, kiedy duszki rzuciły się na mnie z wściekłością w oczach.
Rozpoczęła się walka, moja pierwsza. Obaj moi towarzysze chwycili za broń przyjmując postawę bojową. Widząc to jeden z duszków zaatakował włócznika, raniąc go. Wojownik stęknął głośno po czym odpowiedział kontratakiem, raniąc włócznią dwa sąsiadujące duszki. Te zapiszczały głośno i straciły wigor. Wówczas na jednego z nich rzucił się szermierz dzierżący miecz, zabijając mocnym ciosem jednego z nich. Padł. Wtedy ja zaatakowałem drugiego z nich, blokując kontrę przeciwnika. Osłabione duszki zaczęły się zataczać a kolejny nasz atak był ich końcem. Zwycięstwo. Podniosłem pozostawiony przez nich pył i zacząłem poszukiwać większych jego ilości. Aby do uczynić pokonałem jeszcze kilka ich oddziałów po czym skierowałem się do Yewul, zdać raport z wykonanego zadania.
Wróciliśmy do Yewul zyskując jej ogromne uznanie. Szamanka wrzuciła ów pył do kotła, dodając garść tajemniczych składników, wypowiadając przy tym tajemniczą formułę. Gotową miksturę Yewul wlała do płynącej opodal rzeki, z której duszki piły gdy miały pragnienie. Wówczas zauważyłem gwałtowną przemianę.Las szybko wrócił do normalności, wszystko odżyło. Duszki znów stały się dobre i radosne Nie pozostało więc nic innego, jak zlikwidować źródło wszelkiego zła - Piekielną Wieszczkę.
Ruszyliśmy do pobliskiej jaskini. Po cichu wkroczyliśmy do środka gdzie trafiliśmy na Wieszczkę uprawiającą tajemniczy obrzęd. Wypowiadała coś pod nosem w tajemniczym, dla mnie nie znanym języku, po chwili zauważyła nas. Była ona niezwykle dużym duszkiem o krwistoczerwonej skórze i złem tkwiącym głęboko w oczach. Widząc nas wściekle syknęła po czym rzuciła się na nas z grupką swoich kompanów. Ani się obejrzeliśmy i jeden z moich towarzyszy był już na skraju śmierci. Wieszczka wściekle atakowała każdego z nas, my zaś staraliśmy się kontratakować. Było ciężko, staraliśmy się pozbierać. Wtem zły duszek użył magii rażąc mnie i moich kompanów elektrycznymi wyładowaniami. Jeden z moich kompanów padł. Drugi ledwo co trzymał się na nogach, ja sam odczułem skutki tego ataku. Spojrzałem wściekle na martwego towarzysza i koncentrując się maksymalnie na swoim ataku rzuciłem się na wieszczkę. Wykonując półobrót trafiłem wieszczkę prosto w szyję. Krzyknęła przeraźliwie, ale cały czas atakowała. Wówczas skupiłem się na ataku starając się zgromadzić całą swoją siłę w mieczu. Miecz zaczął się rozgrzewać, po chwili zaczął płonąc wściekłym ogniem. Wówczas atak mój zyskał niebywale na sile, a towarzyszący mi wojownik dobił Wieszczkę. Ta syknęła głośno i padła. Wtedy...
Szum fal... Morze... Woda lekko muskająca moje czoło... Otworzyłem oczy spojrzałem dookoła i ujrzałem skalisty brzeg wyspy, w oddali lasy, góry, jeziora. Zrozumiałem kim jestem. Zrozumiałem co mam uczynić. Pojąłem, że to moje przeznaczenie i że zrobię wszystko by ocalić świat przed upadkiem. Wyplenię zło.
Od Autora:
Dziękuję za zainteresowanie moją skromną twórczością. Mam nadzieję, że moje małe dziełko w choć nieznacznym stopniu przypadło Wam do gustu i wzbudziło waszą ciekawość. Chciałem uczynić z niego swego rodzaju pomost pomiędzy grą, jej strukturą, a moją fantazją odnośnie zadań i questów, które przeżywamy wspólnie z naszym bohaterem. Chciałem również, aby moje małe dziełko spełniło rolę swoistego przewodnika po świecie Atlantica Online dla początkujących graczy, wprowadzając ich w ten niezwykle magiczny, barwny i tajemniczy świat. Co do opowiadania, planuję raz w tygodniu publikować nową jego część, tak by uczynić z tego pewną całość. Kto wie może spotkacie tutaj swoje własne odbicie, bądź odpowiedniki najbardziej znanych graczy na serwerach. Kto wie… Czas pokaże. Mam tylko nadzieję, że mój projekt nie stanie w miejscu, nie obumrze. Liczę, że wzbudzi on Wasze zainteresowanie. Dziękuję za uwagę i do zobaczenia w grze.
LANCELOTpl (xLancelotPLx)
|
|
 |
|
 |
|
|